W zeszłym tygodniu udzieliłam małego wywiadu do gazety, która działa w moim rodzinnym mieście Chojnów. Kiedy usłyszałam o tej opcji zesztywniałam, potem wybuchłam śmiechem,a  na końcu pomyślałam,że nie jestem odpowiednią osobą do udzielania wywiadów. Finalnie dałam się namówić, na pytania odpowiedziałam najnormalniej jak się dało, mama była dumna hehe, a ja mam pamiątkę. W naszym małym mieście jest dużo fajnych ludków. Masa osób wyjechała do Anglii, albo przeniosła się do dużych miast,a inni zostali starając się robić coś kreatywnego i działać w Miejskim Domu Kultury. Zaproponowałam kobiecie, która wybrała mnie na kogoś odpowiedniego do działu „Ludzie z pasją” kilku fajnych ludzi- znajomego, który ma swój zespół rockowy i kolesia, który robi czary  mary na ASP we Wrocławiu. Padło na mnie, bo reszt ponoć ‚nie ucieknie’ ,a ja też jestem niczego sobie;) Kiedy przestałam robić w filcu z powodu weganizmu, skończyły się tym samym zlecenia, wystawianie prac w jednej z galerii sztuki i propozycje prowadzenia warsztatów, więc pomyślałam, że uczę się dopiero na nowo gliny i teraz nie robie nic oh ah. Ale skoro nic sie w przyrodzie nie dzieje przypadkiem… i los daje nam małe i miłe niespodzianki, to może ten pici wywiad w małej gazecie w niewielkim mieście miał mi pokazać, że dla ludzi z boku prowadzenie strony internetowej i praca z handmade są po prostu ciekawe i wystarczające, bez całego parcia na szkło. Tak więc znalazłam się w gazecie w miesiącu listopad i patrząc na treść wywiadu myślę sobie, że zrobiłam w swoim życiu COŚ, co może się wydać się innym czymś zwyczajnie wartym przeczytania i to mnie cieszy. Dziękuje Kasiu za miłą współpracę!

Z cyklu – ludzie z pasją – Sabina Śmiałek

Utalentowana Sabina Śmiałek, to chojnowianka, która mieszka we Wrocławiu. 

Z wykształcenia pedagog. Jej pasja to rękodzieło, jest samoukiem. Twórczy pomysł i precyzyjne wykonanie są oryginalne i jedyne w swoim rodzaju.

 

Gazeta Chojnowska – Po studiach wyjechałaś do Anglii, tam odkryłaś miłość do szycia i filcu?

Sabina ŚmiałekDokładnie. Miałam w Anglii stresującą pracę, wszystkich znajomych zostawiłam w kraju, a mój ówczesny partner biegał po klientach z aparatem, więc szybko stwierdziłam, że też muszę sobie znaleźć jakąś pasję, która mnie zrelaksuje, rozwinie i będzie dobrym „zabijaczem” czasu.

 

G.Ch. – Filc jest jednym z najstarszych wyrobów włókienniczych wytwarzanych przez ludzi. Proces tworzenia malutkich laleczek, z dbałością o każdy szczegół, to niezwykła zdolność. Czy potrzeba wielkich pokładów cierpliwości, by stworzyć filcowe cudo?

S.Ś.Oj tak!:) Z filcowaniem jest tak samo, jak z każdym innym rękodziełem. Żeby coś wyglądało profesjonalnie i było porządnie wykonane potrzeba do tego wielu pokładów cierpliwości. Ja dorzuciłabym jeszcze zdrową dawkę samokrytyki i jeden, czy dwa dni, żeby spojrzeć na skończoną pracę raz jeszcze i ostatecznie zdecydować, czy coś jeszcze dodać/zmienić, czy zostawić ją w spokoju.

 

G.Ch. – Ile czasu musiałaś poświęcić, by powstała jedna postać z filcu?

S.Ś.Ciężko to sprecyzować. Godziłam filcowanie i wykonywanie zleceń dla klientów z moją stałą pracą na pełny etat. Czasem potrafiłam wrócić do domu i filcować do północy, innym razem poświęcić temu tylko godzinę, bo nie miałam weny lub czasu na to. Jakby jednak przysiąść i skupić się tylko na tym, to zrobienie lalki zajęłoby jakieś 4 intensywne dni.

 

G.Ch. – Jaki jest powód zmiany filcu na glinę?

S.Ś.Powodem, dla którego po pięciu latach postanowiłam skończyć z filcowaniem jest moje przejście na weganizm. Weganką jestem od ponad roku, wegetarianką jeszcze dłużej, ale o ile łatwo było mi zrezygnować z produktów spożywczych pochodzenia zwierzęcego, czy skórzanej odzieży, tak z moim filcowaniem i używaniem wełny nowozelandzkiej było dużo trudniej. Potrzebowałam po prostu więcej czasu, żeby dojrzeć do tej decyzji i patrzeć pozytywnie na jej konsekwencje. Wiele osób tego nie rozumie, bo przecież krowa daje mleko, a owce trzeba strzyc, ale dla zainteresowanych polecam zasięgnąć trochę szerszej wiedzy na ten temat.

 

G.Ch. – Aktualnie zajmujesz się gliną. Filc był staranną kopią, glina natomiast bardzo pobudza wyobraźnię. Twoje dzieła są kreatywne, kolorowe i bardzo oryginalne. Skąd czerpiesz pomysły na ciekawe formy?

S.Ś.Z głowy, z otoczenia, patrząc na ludzi w tramwajach… Nie zawsze mam czas inspirować się chodząc po wrocławskich galeriach sztuki, a pomysłów z Internetu nie podkradam:) Czasem od początku wiem, co chcę zrobić, innym razem po prostu siadam i daję się ponieść wyobraźni.

 

G.Ch. – Fantastyczne handmade to talent, którego można tylko pozazdrościć. Tworzysz biżuterię, szyjesz, wykonujesz dekoracje do domu… Czy masz jakieś marzenia związane ze swoją pasją?

S.Ś.Oj tak, jak najbardziej! Marzy mi się, aby kiedyś było to moją jedyną pracą, sposobem nie tylko na odreagowanie i przyjemne odejście od codziennej rutyny, ale także sposób na zarabianie pieniędzy, bo jak na razie, to tylko „dodatkowy” dochód, jakby druga praca. Nie lubię brać udziału w targach handmade, moje prace znalazły się tylko w jednej galerii sztuki we Wrocławiu, bo nigdy nie jeździłam z lalkami po mieście starając się je wszędzie upchnąć. Moje marzenie to po prostu swoboda miejsca zamieszkania, bo dzięki handmade nie muszę być nigdzie „przyszyta” na stałe.

 

G.Ch. – Wróciłaś do Polski. Czy jest szansa, że kiedyś chojnowianie będą mogli podziwiać Twoje prace na żywo?

S.Ś.Jeżeli tylko pojawiłaby się taka opcja np. w Domu Kultury, to oczywiście byłoby mi bardzo miło. Mieszkałam naprzeciwko tego budynku ponad 20 lat i miło mi widzieć, jak pięknie miasto go odnowiło!

 

G.Ch. – Życzymy Ci spełnienia marzeń, inspiracji w tworzeniu nowych form, manualnych dzieł sztuki. By Twój talent był doceniany. A przede wszystkim, by pasja rodziła nowe pomysły i dawała radość Tobie i innym.

S.Ś.Dziękuję bardzo. A wszystkich zainteresowanych zapraszam na moją stronę sztukapuka.com